Logo

Jak jeździ hybryda za 150 000 zł?

Geely Starray EM-i

21 sierpnia 2026

Kiedy na tablicach rejestracyjnych pojazdu testowego pojawia się nazwa producenta, który jeszcze kilka lat temu dla większości europejskich kierowców brzmiał egzotycznie, a dziś kontroluje takie potęgi jak Volvo, Polestar czy Lotus, oczekiwania automatycznie rosną.

19-ki w standardzie

Dostałem w swoje ręce kluczyki do najnowszego Geely Starray EM-i. I powiem szczerze, że era w której kompaktowe hatchbacki z trzycylindrowymi silnikami potrafią kosztować ponad 130 tysięcy złotych – wycenienie pełnowymiarowego, naszpikowanego technologią SUV-a z napędem hybrydowym typu Plug-in (PHEV) na 150 tysięcy wydaje się druzgocące dla całej konkurencji.
Sprawdzałem ten samochód w najróżniejszych warunkach i pod różnym kątem. Od porannego stania w korkach po jazdę kiepskiej jakości drogami wiejskimi i długimi przelotami autostradą. I zadawałem sobie pytanie – czy czerpiąc garściami ze szwedzkiego doświadczenia projekt ma szansę zdominować nasz rynek? Tak może się stać. Co trzeba przyznać, jeśli chodzi o design, Starray nie jest nudnym SUV-em jakich pełno na naszych ulicach. Przód auta wygląda tak, jakby projektant usiadł do deski kreślarskiej po obejrzeniu kilku filmów z gatunku science fiction. Nie ma tutaj typowej atrapy chłodnicy umieszczonej w jego centralnej części. Wlot powietrza znajduje się w dolnym pasie zderzaka. Za to LED-owe reflektory zlewają się z linią maski. Całość tworzy niezwykle futurystyczną sygnaturę. Tak wiem. Nie każdemu taki wygląd odpowiada, ale przecież o gustach się nie dyskutuje. Auto standardowo wyposażono w 19-calowe felgi ze stopów lekkich oraz opony o stosunkowo wysokim profilu wynoszącym 50 mm. W erze, gdy producenci zachęcają do stosowania 20 i 21-calowych felg, które niszczą komfort na nierównościach, 19-stki w Starrayu sugerują, że inżynierowie pomyśleli o realiach codziennej eksploatacji na naszych wciąż wymagających drogach.

Współczesny minimalizm

Tylną część auta charakteryzuje spójna linia świateł. I coś mi ona przypomina. Jakby Porsche Macana. Zresztą nie jest to odosobniona opinia. No ale cóż? Ważne, że Starray wygląda ładnie. Często zwracam uwagę na spasowanie elementów, dlatego przejechałem dłonią po szczelinach między drzwiami, błotnikami i maską. I wiecie co? Równe, precyzyjne odstępy, solidny odgłos zamykania drzwi (mięsiste „klik”). Wyczuwa się tu rękę inżynierów znanych ze skandynawskich standardów bezpieczeństwa i jakości. Zajmuję miejsce za kierownicą. Pierwsze wrażenie po wejściu do kabiny można ująć w jednym słowie: przestrzeń. Zastosowanie inteligentnej platformy sprawiło, że kabina została wysunięta maksymalnie do przodu, dając wskaźnik wykorzystania wnętrza na poziomie ponad 84 procent! Sama deska rozdzielcza to popis minimalistycznego projektowania. Nie znajdziecie tu dziesiątek rozrzuconych fizycznych przycisków. Zamiast tego wzrok przyciąga pionowo zawieszony, potężny 15,4-calowy ekran dotykowy centrum multimedialnego a także umieszczony za kierownicą 10,2-calowy cyfrowy zestaw wskaźników.
Jakość materiałów wykończeniowych zaskakuje wyjątkowo in plus. Góra deski rozdzielczej została obszyta miękkim, przyjemnym w dotyku tworzywem. Boczki drzwi wyścielono materiałem o miłej fakturze, a dookoła biegną dyskretne listwy ozdobne ze zintegrowanym podświetleniem ambientowym. Nic pod naciskiem palca nie trzeszczy i nie wydaje niepożądanych dźwięków. Fotele zapewniają dobre trzymanie boczne oraz optymalną twardość, co doceniłem zwłaszcza podczas bezprzystankowej kilkusetkilometrowej jazdy.

Wszystko na dużym ekranie

Cyfrowy ekran przed kierowcą? Hm… Gdybym powiedział, że jest czytelny, to bym zgrzeszył. Te cyferki wydają się trochę małe. Być może w ustawieniach dałoby się je powiększyć, ale ja tego nie odkryłem. Prezentuje on prędkość, tryb pracy napędu hybrydowego, stan naładowania akumulatora, wskaźniki zużycia energii oraz szczegółowe informacje z aktywnych systemów wsparcia kierowcy.
Z kolei wielki, 15,4-calowy tablet sterujący odpowiada za niemal wszystkie funkcje pojazdu. Jego procesor działa płynnie – przełączanie między zakładkami, wywoływanie nawigacji czy zmiana ustawień klimatyzacji, odbywa się bez irytujących opóźnień. System obsługuje bezprzewodową łączność ze smartfonami poprzez Apple CarPlay oraz Android Auto. Przypadł mi do gustu rozbudowany monitoring zużycia energii, który na wykresie kołowym i czasowym pokazuje, ile kilometrów przejechaliśmy czysto na prądzie, a ile z wykorzystaniem jednostki spalinowej.
Oczywiście miłośnicy klasycznych, analogowych pokręteł do zmiany temperatury będą musieli poświęcić dwie chwile na przyzwyczajenie się do dotykowej obsługi klimatyzacji. Na szczęście dolny pas ekranu zawsze wyświetla podstawowe skróty do regulacji nawiewów, co po krótkim czasie pozwala sterować nimi niemal intuicyjnie. Przesiadam się na tylną kanapę za kierowcą. Mam 188 cm wzrostu i – o dziwo! – zapas miejsca na nogi w drugim rzędzie jest po prostu wow! Płaska podłoga sprawia, że trójka dorosłych pasażerów pojedzie tu w wyjątkowo komfortowych warunkach. Kąt nachylenia oparcia tylnej kanapy jest relaksujący, a nad głową wciąż zostaje mi wolna przestrzeń. Dzieci zapięte w fotelikach ISOFIX nie będą uderzać butami w oparcia przednich foteli.

Hybryda, która robi wrażenie

A co z pakownością? Bagażnik w układzie pięcioosobowym ma wyjściowo ergonomiczną przestrzeń z płaskimi ściankami i schowkiem pod podłogą. W standardowym ustawieniu bagażnik oferuje 528 litrów przestrzeni. Ale gdy tylko położyć oparcie tylnej kanapy, ta przestrzeń osiąga imponujące 2065 litrów pojemności. Wciskam przycisk Start, wrzucam tryb „D” za pomocą dźwigni przy kierownicy. W kabinie panuje absolutna cisza. I tutaj należy zwrócić uwagę na to, że system EM-i (E-mobility Intelligent), to konstrukcja hybrydowa nowej generacji. Sercem układu jest silnik elektryczny generujący moc 217 KM oraz 262 Nm momentu obrotowego, wspierany przez wolnossącą, 4-cylindrową jednostkę benzynową o pojemności 1.5 litra. Całość spina przekładnia automatyczna (1DHT). W przeciwieństwie do klasycznych hybryd, gdzie silnik spalinowy jest głównym źródłem napędu, w Starrayu EM-i to mocny silnik elektryczny gra pierwsze skrzypce. Jednostka spalinowa przez większość czasu pracuje jako generujący prąd agregat lub dołącza bezpośrednio do kół przednich przy wyższych prędkościach. I wiecie co? To jest genialne rozwiązanie, bo dzięki temu zużycie paliwa wychodzi tutaj średnio na poziomie 2,5-3 litra na 100 km! Czy to możliwe? Tak! W ruchu miejskim Geely Starray EM-i czuje się jak ryba w wodzie. Bateria pozwala na przejechanie w cyklu czysto elektrycznym kilkudziesięciu kilometrów bez uruchamiania chociażby na sekundę silnika benzynowego. Reakcja na wciśnięcie pedału przyspieszenia jest natychmiastowa. Auto rusza spod świateł bez najmniejszej zwłoki, a sprint do 50-60 km/h odbywa się aksamitnie płynnie i bezszelestnie.

Prawie 1000 km zasięgu

Manewrowanie w ciasnych uliczkach osiedlowych ułatwia niesamowicie zwrotny układ kierowniczy oraz system kamer panoramicznych 360°. Obraz generowany na wielkim, 15,4-calowym ekranie jest ostry, a wirtualny widok 3D pojazdu pozwala zaparkować auto co do centymetra przy wysokim krawężniku, chroniąc 19-calowe felgi. Sprawdziłem też rekuperację, czyli odzyskiwanie energii podczas hamowania. W ustawieniu intensywnym auto po odjęciu nogi z gazu zauważalnie zwalnia, pozwalając na płynną jazdę w korku z rzadkim użyciem pedału hamulca, podładowując jednocześnie akumulator. Zasięg na w pełni naładowanej baterii i pełnym zbiorniku paliwa może wynieść prawie 1000 kilometrów. Wyjeżdżam z miasta i kieruję się na drogę ekspresową. Wciskam mocniej gaz. Zestaw hybrydowy płynnie spina moce obu silników. Przyspieszenie 0–100 km/h wynoszące 8,1 sekundy na papierze wygląda rozsądnie, ale w praktyce odczucie jest jeszcze lepsze. Dzięki momentowi obrotowemu silnika elektrycznego (262 Nm dostępnym od zera), wyprzedzanie kolumny ciężarówek na drodze krajowej odbywa się niezwykle sprawnie i bez stresu. Przy prędkościach rzędu 110–120 km/h na drodze ekspresowej w kabinie wciąż jest bardzo cicho. Izolacja akustyczna nadkoli i szyb stoi na bardzo wysokim poziomie. Samochód prowadzi się stabilnie i przewidywalnie. Nastawy zawieszenia są wyraźnie nakierowane na komfort. Starray gładko połyka poprzeczne nierówności drogi, próg zwalniający czy przejazdy kolejowe. Nie jest to twardo zestrojony bolid do bicia rekordów na zakrętach, ale rodzinny SUV , który ma dbać o spokój pasażerów.

Szybka kawa i naładowany

Jeszcze kilka lat temu jedną z największych bolączek hybryd typu Plug-in był długi czas ładowania. Właściciele takich aut zmuszeni byli ładować je po 4–6 godzin z domowego gniazdka, ponieważ nie akceptowały szybkiego prądu stałego. Dlatego pocieszające jest, że Geely Starray EM-i zrywa z tym przestarzałym schematem. Konstruktorzy zastosowali akumulator z możliwością szybkiego ładowania DC. W trakcie testu zjechałem na jedną ze stacji przy autostradzie z poziomem baterii wynoszącym 28%. Podłączyłem kabel ładowarki i zgodnie z obietnicą producenta, wskaźnik naładowania z 30 do 80 procent skoczył w dokładnie 20 minut! W tym czasie zdążyłem jedynie odebrać szybką kawę na stacji i przejrzeć wiadomości w telefonie. To sprawia, że ładowanie Plug-ina przestaje być uciążliwym obowiązkiem, a staje się naturalnym elementem podróży. Zatem, czy warto kupić Geely Starray EM-i. Cóż? Przede wszystkim pytania o jakość chińsko-szwedzkiej inżynierii przestają mieć rację bytu. Ten samochód jest dopracowanym, cichym, niesamowicie oszczędnym i przestronnym SUV-em, doskonale odnajdującym się w roli pierwszego auta w rodzinie. To nie tylko mocny zawodnik na rynku, ale samochód, który zmusza europejskich konkurentów do ponownego przeliczenia swoich cenników. Jeśli szukasz nowoczesnego, bogato wyposażonego i komfortowego SUV-a z oszczędnym napędem hybrydowym, to nad ofertą Gelly warto się pochylić.

Arkadiusz Michlewicz