Wiadomości z rynku

Autor: ZM
Zdjęcia:
Tygodnik Truck.pl, 2021(1)
z dnia 22.11.2021

Tylko transport mnie tak jara

Rozmowa z Iwoną Blecharczyk, Trucking Girl

Założyła niedawno własną firmę transportową o nazwie Imagination i nabyła zestaw Volvo FH z zabudową i przyczepą Gniotpol

Fot. arch. Iwony Blecharczyk

 
Iwona Blecharczyk, Trucking Girl, jedna z najbardziej znanych Polek w transporcie. W 2017 r. wyjechała do Kanady, gdzie pracowała m.in. jako kierowca. Sześć lat pracowała w transporcie specjalistycznym. Ciężarówką przemierzała legendarne drogi Kanady i USA. Była pierwszą Polką na Lodowych Szlakach (Ice Raod sezon 2017/2018), a także jedną z niewielu kobiet prowadzących zestawy offroadowe typu super b-train na polach naftowych o dopuszczalnej masie do 63 t.
Laureatka prestiżowego wyróżnienia firmy Matel – Barbie Shero 2019. Zdobywczyni tytułu Człowiek Roku – Skrzydła Transportu 2019, przyznanego przez TLP. Ambasador Fundacji Truckers Life. Współwłaścicielka marki Super Trucker by Iwona Blecharczyk, a także bohaterka programu „Przygody Truckerki” oraz autorka książki „70m ciężarówką przez świat”.
Założyła niedawno własną firmę transportową o nazwie Imagination. Realizuje transport lądowy międzynarodowy, dysponuje zestawem typu jumbo, o całkowitej ładowności do 22 ton i 38 miejscami paletowymi. Przemierza Europę nowoczesnym zestawem z plandeką - Volvo FH z zabudową i przyczepą Gniotpol.

„Tylko transport mnie tak jara”

Fot. ZM

- Nie masz już dość wywiadów?
- Nie (śmiech). Taka moja praca też jednak… Większość takich rzeczy teraz robi się zdalnie, przez internet, a tak na żywo, prawdę mówiąc, dawno nie miałam okazji, żeby spotkać się, porozmawiać.

Zawsze za kółkiem, teraz w biznesie

- Co Cię skłoniło do zmiany roli kierowcy na rolę przedsiębiorcy?
- No, to jakieś planowanie życia i w końcu dojrzałam do tego, żeby próbować znaleźć sobie czas na życie prywatne. Kiedy jest się kierowcą i cały czas jest się w trasie, to ciężko jest sobie budować życie prywatne, a już taki przyszedł wiek, że trzeba. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie sytuacji, że całkiem odcinam się od transportu. Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że takie rozwiązanie może być dla mnie najlepsze. Cały czas nie miałam odwagi, żeby podjąć tę decyzję biznesową. Bałam się tego, czy sobie poradzę i jak to wszystko będzie wyglądało. Całe poprzednie święta bożonarodzeniowe chodziłam zestresowana, wahałam się, czy zamawiać zestaw czy nie i w końcu w sylwestra podpisałam zamówienie. Tyle lat pracowałam na swoją markę, że jakoś powinnam dać radę, zatrudnić sobie kierowcę i na zmianę z nim jeździć.
- Czyli z zasiadania za kółkiem nie rezygnujesz…
- Nie, nie rezygnuję. Teraz, do końca roku na pewno będę jeszcze sama jeździć, bo chcę sobie ułożyć silnik, poznać swoją ciężarówkę…
- Bo to jest nowy samochód…?
- Tak, całkowicie nowy. Chcę pojeździć, trochę poznać pracę, trochę zareklamować firmę i później, myślę, że zatrudnię kierowcę i będziemy sobie jeździć pół na pół. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy. Pierwotny plan był taki, że chciałam zorganizować firmę transportową, ale najmniejszym ryzykiem i najmniejsza możliwą energią, więc chciałam kupić zestaw z myślą o współpracy z jakąś zaprzyjaźnioną spedycją i zatrudnić kierowcę. Tak, że oni będą wszystko prowadzić, a ja tylko będę mieć firmę, wszystko z głowy i sama mogłabym nadal jeździć na gabarytach, do czego już się przyzwyczaiłam i lubię to. Jednak jak już zainwestowałam, jak ten nowy zestaw pojawił się w moim życiu, to okazało się, że to jest trochę jak z dzieckiem – wszystko przestawiło mi się, on znalazł się w centrum uwagi i na wiosnę zdecydowałam się, że pójdę na swoje.
- Zdarzył się już jakiś „zimny prysznic”?
- Na szczęście nie. W końcu ileś lat w transporcie już pracuję i dużo już widziałam. Tak sobie myślę, że jak by się za to wziął ktoś, kto nie ma takiego doświadczenia i chciał sobie jakoś to wszystko zaplanować, to by osiwiał. Tyle jest rzeczy do ogarnięcia, wiele nieprzewidywalnych. W transporcie tyle ciągle się zmienia, że nie da się wszystkiego kontrolować, trzeba płynąć. Różnie to wychodzi. W pierwszym tygodniu byłam tak przestraszona, tak się denerwowałam, że schudłam z pięć kilogramów. Bałam się, że mogę nie znać wszystkich nowych przepisów. Wszystko konsultowałam z prawnikiem i z takim moim opiekunem transportowym. Widziałam wcześniej jako kierowca, że brak jakiegoś papierka może spowodować unieruchomienie ładunku i firmy transportowej na jakiś czas.
- Po drodze jeszcze kwestia certyfikatu kompetencji zawodowych przewoźnika…
- Ja od tego zaczynałam przygodę z transportem, taki certyfikat uzyskałam zanim jeszcze zdobyłam prawo jazdy. Wtedy nie był mi do niczego potrzebny, ale ja zawsze myślę tak do przodu. Jak już wchodziłam w transport, to chciałam wiedzieć o tym transporcie jak najwięcej. Jeszcze w trakcie studiów, gdzie poszłam całkiem z przypadku na anglistykę, pracowałam jako kierowca na busach… W tygodniu studiowałam, a w weekendy jeździłam pasażerskimi busami do Anglii. Wtedy Polska weszła do Unii i do strefy Schengen i Polacy zaczęli masowo podróżować do Anglii. Wielu bało się latać, poza tym nie znali języka angielskiego, a do tego w dużej części jeździli na farmy, gdzie samoloty nie docierały, więc korzystali z busów i tych przewozów pasażerskich było dużo
- Czyli z wykształcenia jesteś…
- Nauczycielem.
- Pracowałaś w zawodzie?
- Pracowałam przez rok.
- Dlaczego porzuciłaś zawód nauczyciela?
- Strasznie nie lubiłam tej pracy. Chciałam jeździć, miałam już doświadczenie z tymi busami, ale zawsze podobały mi się ciężarówki. W rodzinie nie mam żadnego kierowcy, rodzice są nauczycielami, więc na początku poszłam w ich ślady, ale ostatecznie odnalazłam swoją drogę. Jak przygotowywałam się do egzaminu na certyfikat kompetencji zawodowych przewoźnika to pierwszy raz uczyłam się naprawdę z przyjemnością, choć to nie jest łatwy egzamin. A potem ten certyfikat leżał dziesięć lat w szufladzie.
- Skąd pomysł na nazwę firmy Imagination?
- Imagination kojarzy mi się ze spełnianiem marzeń. Ta ciężarówka była dla mnie ogromnym marzeniem od samego początku. Tylko wtedy nie było szans na zrealizowanie tego marzenia. Mam takiego mentora biznesowego, który dużo inwestował w Polsce i założył spółkę, którą nazwał Imagination, aby pomagać młodym ludziom rozwijać swoje pomysły w star-upach. Ostatecznie zrezygnował z tego, nie kontynuował tej działalności, a ja zawsze zasięgałam u niego porad bniznesowych. To on doradzał mi kiedyś: Iwona, zrób wszystkie papiery, żebyś kiedyś mogła założyć własną firmę. Kiedy zawiesił działalność spółki, ja powiedziałam mu, że kiedyś ją od niego odkupię. I teraz właśnie to robię.
 

Ze kierownicą swojego „efhacza” niekiedy ma głowę w chmurach

Fot. arch. Iwony Blecharczyk

Dlaczego Volvo?

- Teraz wybrałaś Volvo FH. Dlaczego ta marka?
- To akurat dla mnie było oczywiste. Jeździłam różnymi samochodami. Na początku to było Iveco, później MAN, Scania, w Stanach jeździłam Volvo i dwoma modelami Freightlinera, a jak wróciłam do Polski to już osiadłam na Volvo. Od najlepszych uczyłam się, jak wykorzystać możliwości tych pojazdów. Teraz uważam, że nie ma lepszej marki, samochodów tak wyspecjalizowanych i precyzyjnych w jeździe. Volvo bardzo dobrze się prowadzi, można przyjąć wygodną pozycję a kierownicą. Niektórzy krytykują, że kabiny nie są tak duże, ale prawda jest taka, że nie sztuką jest zrobić dużą gabarytowo szoferkę, lecz taką, gdzie wszystko jest do końca przemyślane.
Kiedy przeniosłam się z MAN-a, który ma dużą kabinę, do Volvo, to upakowałam wszystkie rzeczy i okazało się, ze mam jeszcze dwa czy trzy schowki wolne. Volvo jest świetnie zorganizowane. Poza tym subiektywne odczucie może być takie, że kabina jest nieduża, bo cała deska rozdzielcza jest cofnięta, co służy bezpieczeństwu. W ciężarówkach zazwyczaj siedzi się prawie na szybie, a Volvo ma rozbudowane strefy zgniotu.
- Jakie pierwsze trasy?
- Pierwsza trasę zrobiłam do Holandii i z powrotem, przewiozłam cztery różne ładunki, a ostatecznie na jakie kierunki się zdecyduję to będzie zależało od tego, jakie będą ciekawe kontrakty. Jako kierowca nie miałam bezpośrednich kontaktów ze spedycjami, teraz muszę nabrać w tym doświadczenia. Będę brała ładunki w różnych kierunkach i zobaczę, jak to wygląda od strony przewoźnika.
- W kabinie masz dwa łóżka, czy już są wykorzystane?
- Tak, mam tam na wolnym łóżku cały bałagan…
- Miałem na myśli: czy jeździsz sama?
- Na razie tak, ale mam dużo zapytań od dziennikarzy, blogerów, którzy chcą ze mną się przejechać w trasę, więc pewnie nie raz kogoś zabiorę. Poza tym myślę, że może zatrudnię jako kierowcę dziewczynę, którą uczyłam w szkole i ona była wielką moją fanką, a teraz już jest dorosła, robi prawo jazdy i pytała, czy bym jej nie nauczyła zawodowego prowadzenia. Jeśli będzie chciała, to przyjmę ją bez doświadczenia i wyuczę. Wtedy drugie łóżko przyda się.

Transport, internet – jeden świat

- Na dobrą sprawę to zapewne mogłabyś już się utrzymać z internetu i nie pracować w transporcie…?
- Tak, ale to się wszystko łączy. Ktoś zapytał mnie ostatnio, czy gdyby nie transport, to prowadziłabym te internety i stwierdziłam, że na pewno nie. Ja tylko transportem się tak jaram. Na social mediach dokładam jakieś gotowanie, czy jakieś grządki, przetwory, zwłaszcza jak jestem u rodziców na wsi, ale gdyby nie transport to bym tego wszystkiego nie robiła. W gruncie rzeczy tu nie chodzi o pieniądze. Wiem, jak to brzmi, ja pieniądze lubię zarabiać, ale najbardziej pasjonuje mnie budowanie, dążenie do spełnienia marzeń. Wiadomo, że to się wiąże z pieniędzmi. Pieniądz jest dla mnie oznaką szacunku za dobrze wykonaną pracę i też taką miarą sukcesu i tego, jak się jest efektywnym, jednak koniec końców nie pieniądz tu jest najważniejszy. Nie raz już odrzuciłam jakieś kontrakty reklamowe, bo mi się marka nie podobała i jakoś nie potrafiłam się zdecydować, żeby reklamować markę, co do której nie mam serca.
- Byłaś w Kanadzie, w Stanach Zjednoczonych… Nie ciągnie Cię gdzieś w daleki świat?
- Cały czas chodzi za mną Syberia. Nigdzie o tym jeszcze nie mówiłam, lubię takie plany trzymać do ostatniego momentu w tajemnicy. W tym roku miałam jechać na Syberię i jeździć tam, ale mi to nie wypaliło. Miałam taki plan, że zwolnię się tutaj z gabarytów wczesną wiosną, wyjadę do Moskwy, tam już miałam załatwioną firmę, która miała pomóc mi załatwić wizę i stamtąd miała mnie wysłać na Syberię. Już miałam ogarnięte jakieś polskie środowiska, media polskie na Syberii. Teoretycznie wszystko było załatwione, już wiedziałam, jak tam wymienić prawo jazdy. Niby wszystko było OK, ale jakoś ta firma nie załatwiała mi tego zezwolenia i jak już było za późno, zorientowałam się, że być może oni liczyli i czekali na to, że ja im jakoś zapłacę albo coś… A ja się tego nie domyśliłam. Kiedyś u nas, w Polsce też tak było.
- Rozumiem, że Syberia pociąga Cię jako ciekawa kraina…
- To jest głębsza historia też, bo moja babcia była zesłana na Syberię i dużo o tej Syberii opowiadała, więc ja mam takie marzenie, żeby tam pojechać. I tego nie odpuszczę, tylko jeszcze nie wiem kiedy to zrealizuję. Poczekam na lepszy czas, na bardziej sprzyjające warunki.
- Tyle lat za kierownicą, z daleka od domu, zwłaszcza w Ameryce… Co Ci dała taka praca, pomijając kwestie finansowe?
- Praca za kierownicą dała mi czas, żeby odkryć samą siebie, w czasie takiego odcięcia od ludzi, kiedy sama długo przebywałam w trasie…. Dzięki temu mogłam się całkowicie odciąć od takiej kultury życia na pokaz i robienia tego, czego oczekują ode mnie wszyscy, czy formowania siebie na czyjeś życzenie.
- Czyli na razie zajmiesz się rozwijaniem swojej firmy…
- Teraz będę chciała promować swoją markę transportową, jako tożsamą z Iwoną Blecharczyk. I to ma być marka z wartościami, których trochę brakuje w tej branży, gdzie dominuje nastawienie na zdobywanie „kasy”. Wierzę, że można inaczej podchodzić do kierowców. W Europie rynkiem rządzi klient. Zupełnie inaczej jest w Ameryce, gdzie przewoźnicy potrafią stawiać swoje warunki. Dobrze by było, żeby u nas to też poszło w tym kierunku.
 

Fot. arch. Iwony Blecharczyk

Trzeba podążać swoją drogą

- Cały czas chodzi mi po głowie pytanie i w końcu je zadam: masz narzeczonego?
- Nie. To jest właśnie ten minus trakkerki, że jak się jest cały czas w trasie i ma się charakter wyrobiony i wie się czego chce i samemu się pracuje i ma się swoje marzenia to też oczekuje się, że drugi człowiek nie będzie swojego szczęścia uzależniał od tego, czy ja spełnię wszystkie jego oczekiwania.
- Czym można Ci zaimponować?
- Charyzmą i inteligencją.
- Mówiłaś, że transport Cię jara. Kiedy czujesz te endorfiny?
- Zawsze wspominam pracę na gabarytach, jak się zaczynają przeszkody na trasie, że jest za mało miejsca, że się możemy nie zmieścić. Wtedy cały team się spina, wszystkim włącza się tryb myślenia, kombinowania i pokonywania przeszkód. W takim transporcie specjalistycznym tak bywa, że pół nocy walczymy z pokonaniem zaledwie kilku kilometrów. Kiedy dojeżdżamy do celu potrafimy przez kilka godzin rozmawiać o tym, jak to zrobiliśmy, rozpamiętywać detale, dlaczego tam przeszło, a tam nie chciało, co się spieprzyło, za przeproszeniem. To są takie ciekawe chwile. A tak w ogóle, w międzynarodówce to przyjemnie jest pojechać w nowe miejsca, na przykład na południe Europy i zachłysnąć się inną atmosferą.
- Miałaś kiedyś takie momenty, że mówiłaś sobie: Żałuję, że to robię?
- Nie. Ostatnio na jakiejś imprezie transportowej rozmawiałam z przewoźnikiem posiadającym dużą flotę, który powiedział, że trzeba sobie stawiać cele życiowe niezbyt odległe, że muszą być w zasięgu ręki. A ja mówię mu w końcu: Skąd ty możesz wiedzieć, co możesz osiągnąć, a czego nie? Ja marzyłam o ciężarówce, która była poza moim zasięgiem, nie mogłam znaleźć pracy, nie chcieli mnie przyjąć, jako dziewczyny, bez doświadczenia właściwie. A on na to: Jak to zrobiłaś, że miałaś taki dalekosiężny cel i nigdy się nie poddałaś? Ja: A kto Ci powiedział, że ja się nigdy nie poddałam? Wiele razy się poddawałam, ale w końcu stwierdziłam, że nie ma dla mnie innej drogi. Mam szczęście w życiu, ale dlatego je mam, że podążam tą swoją drogą, że jednak ostatecznie nie rezygnuję.
- Dziękuję za rozmowę i życzę Ci szerokości oraz przyczepności, także na drodze biznesowej!
Rozmawiał: Zbigniew Majerowski
Najpopularniejsze tagi